Chrzciny

Sobota, 14 kwietnia 2012 · Komentarze(6)
Założenie tego bloga, wiąże się ze szczególnie istotnym wydarzeniem: chrzcinami roweru Merida Juliet 20-V. Uznałam, że zakup nowego roweru, a przy okazji – kolejnego licznika, to dobry moment na rozpoczęcie prowadzenia dziennika rowerowego.

Chrzciny, wielokrotnie odkładane na inny termin, odbyły się ostatecznie w sobotę 14.04. Ojcem chrzestnym został kolega – Krzysztof, a założeniem pierwszej wycieczki była krótka i niewymagająca wysiłku trasa po Puszczy Wkrzańskiej.
Oczywiście nie obyło się bez przygód, a pierwsza zaskoczyła nas jeszcze przed startem – w zapięciu zabezpieczającym rower Krzyśka, ułamał się kluczyk… Walka ze stalową linką trwała godzinę – sytuację uratowały kombinerki z Ikei. Po uwolnieniu roweru, ruszyliśmy z centrum w stronę Głębokiego :)

Dokonując niezbędnego zaopatrzenia w ulubionym spożywczaku na os. Głębokim, zdecydowaliśmy się na przejazd niebieskim szlakiem, zwanym też ‘Szlakiem Pokoju’ do Wieleckiej Góry i powrót szlakiem zielonym, przez Dolinę Siedmiu Młynów. Trasa ta uległa ostatecznie niewielkiej modyfikacji, a wybrany wariant okazał się łatwy, lekki i przyjemny.

Z Polany Harcerskiej ruszyliśmy szlakiem żółtym z zamiarem odbicia na niebieski, przeoczyliśmy jednak właściwy moment i zagalopowaliśmy się trochę na trasie żółtej. Szybko jednak nadrobiliśmy stratę i już po chwili znaleźliśmy się na wybranej drodze, pokonując ‘rwącą rzekę’ przed liniami wysokiego napięcia. Przy Moście Meyera odbiliśmy w prawo, na szlak czerwony, który umilić postanowiły nam stukające dzięcioły. Umilały nam go tak skutecznie, że po raz kolejny przeoczyliśmy zjazd na prawo i tym sposobem, dojechaliśmy asfaltem do Osowa, bez pamiątkowego zdjęcia pod radiostacją na Wieleckiej Górze. Powrót skróciliśmy więc sobie relaksującym zjazdem ulicą Miodową, dzięki czemu, zyskaliśmy dodatkowy czas na chwilę oddechu nad Goplaną. Ponieważ Krzysiek musiał nabyć nowe zapięcie do swojego roweru – trasę zakończyliśmy pod Galerią Kaskada. A w związku z tym, że były to chrzciny – nowy rower został oficjalnie ‘opity’.

Pierwsza wycieczka ‘Julki’ wzbogaciła licznik o dystans 32,77 km w rekreacyjnym czasie 2:13 godz. Trasa całkiem przyjemna, nie licząc może brukowanego odcinku na szlaku czerwonym. Po drodze minęliśmy osiem kontrowersyjnych w ostatnim czasie szlabanów, ustawionych na wjazdach do lasu przez Zakład Usług Komunalnych - pokonywaliśmy dwa. W trakcie jazdy konieczne okazało się wyregulowanie tego i owego, chrzest jednak uważam za wyjątkowo udany. Zobaczymy, co będzie dalej. Poniżej kilka zdjęć z wycieczki :)


Awaria na starcie - walka z linką zabezpieczającą

Merida lgnie do Meridy, więc przyjaźń między 'Julką', a 'Matim' szybko została nawiązana :)



Trochę fauny...

I flory...

Przeprawa przez strumień

Jeden z napotkanych szlabanów...

Znaleziska na trasie

I toast na zakończenie! :)

Ojciec Chrzestny :)

I autorka :)

Komentarze (6)

Świetne zdjęcia :)

rowerzystka 21:40 poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Uważaj bo prowadzenie takiego bloga wciąga;)
Powodzenia w zdobywaniu kolejnych rowerowych kilometrów:)
Pozdro!

azbest87 13:59 poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Gratulacje- piękna trasa jak na pierwszy raz i pierwszy wpis na blogu :-) Pozdrawiam !

Jana 08:48 poniedziałek, 16 kwietnia 2012

rtut poczekamy i zobaczymy, co ZUK z tymi nieszczęsnymi szlabanami zrobi, bo zrobić coś musi, skoro już oficjalną odpowiedź w tej sprawie do Rowerowego Szczecina wystosowali. A jeśli nie Puszcza Wkrzańska to co:)? 25 lat mieszkam w Szczecinie i zawsze wiedziałam, że to Puszcza Wkrzańska właśnie...:)

sunek 05:55 poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Od tylu lat jeżdżę po Puszczy Wkrzańskiej a pierwszy raz słyszałem taką nazwę. Co więcej nie raz tam byłem. Jednak człowiek uczy się całe życie.

Pomysł ze szlabanami jest do d..y. Nasi zmotoryzowani i tak coś wymyślą jak to obiecha dzisiaj widziałem w Siedlicach "Kłada" jak to właśnie robił a nam tylko utrudniają bo są miejsca gdzie ciężko koło tego badziewia przejechac nie móiąc o zwalnianiu.

rtut 21:14 niedziela, 15 kwietnia 2012

Namów Krzyśka na jakieś porządne zapięcie - linka owinięta za przednie koło to po jakimś czasie niemal gwarancja utraty roweru.
A tereny super :)

barklu 06:24 niedziela, 15 kwietnia 2012
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa geipo

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]