Chrzciny
Chrzciny, wielokrotnie odkładane na inny termin, odbyły się ostatecznie w sobotę 14.04. Ojcem chrzestnym został kolega – Krzysztof, a założeniem pierwszej wycieczki była krótka i niewymagająca wysiłku trasa po Puszczy Wkrzańskiej.
Oczywiście nie obyło się bez przygód, a pierwsza zaskoczyła nas jeszcze przed startem – w zapięciu zabezpieczającym rower Krzyśka, ułamał się kluczyk… Walka ze stalową linką trwała godzinę – sytuację uratowały kombinerki z Ikei. Po uwolnieniu roweru, ruszyliśmy z centrum w stronę Głębokiego :)
Dokonując niezbędnego zaopatrzenia w ulubionym spożywczaku na os. Głębokim, zdecydowaliśmy się na przejazd niebieskim szlakiem, zwanym też ‘Szlakiem Pokoju’ do Wieleckiej Góry i powrót szlakiem zielonym, przez Dolinę Siedmiu Młynów. Trasa ta uległa ostatecznie niewielkiej modyfikacji, a wybrany wariant okazał się łatwy, lekki i przyjemny.
Z Polany Harcerskiej ruszyliśmy szlakiem żółtym z zamiarem odbicia na niebieski, przeoczyliśmy jednak właściwy moment i zagalopowaliśmy się trochę na trasie żółtej. Szybko jednak nadrobiliśmy stratę i już po chwili znaleźliśmy się na wybranej drodze, pokonując ‘rwącą rzekę’ przed liniami wysokiego napięcia. Przy Moście Meyera odbiliśmy w prawo, na szlak czerwony, który umilić postanowiły nam stukające dzięcioły. Umilały nam go tak skutecznie, że po raz kolejny przeoczyliśmy zjazd na prawo i tym sposobem, dojechaliśmy asfaltem do Osowa, bez pamiątkowego zdjęcia pod radiostacją na Wieleckiej Górze. Powrót skróciliśmy więc sobie relaksującym zjazdem ulicą Miodową, dzięki czemu, zyskaliśmy dodatkowy czas na chwilę oddechu nad Goplaną. Ponieważ Krzysiek musiał nabyć nowe zapięcie do swojego roweru – trasę zakończyliśmy pod Galerią Kaskada. A w związku z tym, że były to chrzciny – nowy rower został oficjalnie ‘opity’.
Pierwsza wycieczka ‘Julki’ wzbogaciła licznik o dystans 32,77 km w rekreacyjnym czasie 2:13 godz. Trasa całkiem przyjemna, nie licząc może brukowanego odcinku na szlaku czerwonym. Po drodze minęliśmy osiem kontrowersyjnych w ostatnim czasie szlabanów, ustawionych na wjazdach do lasu przez Zakład Usług Komunalnych - pokonywaliśmy dwa. W trakcie jazdy konieczne okazało się wyregulowanie tego i owego, chrzest jednak uważam za wyjątkowo udany. Zobaczymy, co będzie dalej. Poniżej kilka zdjęć z wycieczki :)

Awaria na starcie - walka z linką zabezpieczającą
Merida lgnie do Meridy, więc przyjaźń między 'Julką', a 'Matim' szybko została nawiązana :).jpg)
Trochę fauny...
I flory...
Jeden z napotkanych szlabanów...
Znaleziska na trasie
I toast na zakończenie! :)
Ojciec Chrzestny :)


