Wyjątkowo zimno i wietrznie wypadł dzień dzisiejszy na tle poprzednich; na Julkę jednak udało się wskoczyć i w las pojechać. Standardowo Puszcza Wkrzańska, niebieski szlak, Most Meyera, Podbórzańska, Osów itd. Przy okazji dobry uczynek w formie odwiezienia znalezionych w lesie dokumentów. Dobrze zakończony dzień. Kamień upamiętniający W.Meyera już stoi, czekamy na oficjalne otwarcie, które odbędzie się w czerwcu. Ten człowiek zrobił tyle dla szczecińskich rowerzystów, że dziś aż trudno w to uwierzyć, że tak się dało...
Po fenomenalnym dniu spędzonym na przygotowywaniu i uczestnictwie w III Święcie Cyklicznym - szybko zmieniłam strój, przesiadłam się z Mieszczucha na Julkę i pojechałam zrobić jeszcze pętelkę wokół Głębokiego. A że po jednej było mi mało..zrobiłam drugą. Święto wyjątkowo udane, rowerzystów prawie 2 tys., kilkukilometrowa kolumna blokująca 15 - kilometrową trasę...Bosko! :)
Odstresować, zrelaksować, zresetować... Poleżeć na dzikiej łącę, zniknąć dla świata całego. Nieznana trasa, piachy jakieś, muszyska wstrętne i komarów plaga. Ciężko się jeździ po nieprzespanej nocy. Dobrze się będzie spało po przejechaniu kilku kilometrów...
Samotna pętla Szczecin - Pilchowo - Bartoszewo - Sławoszewo - Grzepnica - Dobra - Szczecin... Pogoda piękna, warunki sprzyjające, jaszczurki na asfalcie pod koła roweru wybiegające... Od Grzepnicy przeokrutny wiatr w twarz, ale przynajmniej ciepły...!
Jako, że jeden Matts stał się swego czasu ojcem chrzestnym mojej Julki - dziś Julka stała się matką chrzestną innego Matts'a. Tym oto sposobem, dwie Meridy wyruszyły dziś na jazdę próbną. Po chorobie, po długiej przerwie, po braku czasu jechało się całkiem przyjemnie, choć spadek formy odczuwalny. Pomarańczowa Julka przykuła dziś uwagę dzika, który postanowił nawet ruszyć w naszym kierunku - obyło się bez ofiar :) Las, piach, las i piach. Licznik wyzerował czas jazdy, więc wartości na oko...
Zakręcona, marudna, leniwa i uparta w jednym. Zamiłowana włóczykijka, odwiecznie zakochana w lesie i górach. Pielęgniarka, dźwigająca w apteczce sprzęt, który zdaniem laików mógłby wystarczyć do przeprowadzenia operacji transplantologicznej :) Po latach przerwy, wracam do ukochanego rowerowania. Najdłuższa wyprawa sprzed rowerowej przerwy - 900 km po Pojezierzu Kaszubskim. Chciałoby się jeszcze raz :)