Samotnie, niedzielnie i jeszcze raz samotnie...

Niedziela, 20 maja 2012 · Komentarze(0)
Samotna pętla Szczecin - Pilchowo - Bartoszewo - Sławoszewo - Grzepnica - Dobra - Szczecin... Pogoda piękna, warunki sprzyjające, jaszczurki na asfalcie pod koła roweru wybiegające... Od Grzepnicy przeokrutny wiatr w twarz, ale przynajmniej ciepły...!

Matka chrzestna...:)

Wtorek, 15 maja 2012 · Komentarze(0)
Jako, że jeden Matts stał się swego czasu ojcem chrzestnym mojej Julki - dziś Julka stała się matką chrzestną innego Matts'a. Tym oto sposobem, dwie Meridy wyruszyły dziś na jazdę próbną. Po chorobie, po długiej przerwie, po braku czasu jechało się całkiem przyjemnie, choć spadek formy odczuwalny. Pomarańczowa Julka przykuła dziś uwagę dzika, który postanowił nawet ruszyć w naszym kierunku - obyło się bez ofiar :) Las, piach, las i piach. Licznik wyzerował czas jazdy, więc wartości na oko...

Bocianowa trasa

Niedziela, 22 kwietnia 2012 · Komentarze(8)
Planowana od dawna ‘Bocianowa trasa’ stanęła dziś z rana pod znakiem zapytania z powodu ulewnego deszczu. Na szczęście, znaleźli się śmiałkowie, których poranny deszcz nie odstraszył i wycieczka przygotowana skrzętnie przez koleżankę – Martę mogła się odbyć. Zgodnie z obietnicami organizatorki – różnorodności w terenie nie brakło – był asfalt, bruk, piach, błoto, zjazdy, podjazdy, szosa i las :) No i to by nam z pewnością wystarczyło, gdyby nie to, że wyruszyliśmy podglądać bociany. Na szczęście, te również dopisały i tylko w jednym z odwiedzonych gniazd, nie udało nam się żadnego wypatrzyć. W trakcie jazdy, dorwała nas jeszcze jedna deszczowa chmura, wyprawę jednak zakończyliśmy w pełnym słońcu. Kto nie był – niech żałuje i czym prędzej nadrabia pedałując z Warszewa przez Przęsocin, Siedlice, Tatynię i Tanowo do Bartoszewa i nad Głębokie – zapewniamy pięć bocianich gniazd po drodze :)


Pierwszego bociana podejrzeliśmy w Przęsocinie - przyleciał, jak na zawołanie!


Organizatorka trasy wykazała się ponadprzeciętnym przygotowaniem - wiozła dla nas literaturę fachową...(tu Krzysztof się dokształca)


...i sprzęt specjalistyczny :)


Kolejny bocian przywitał nas w Siedlicach - ten miał nawet współlokatorów w postaci wróbli



A w Tatyni niespodzianka - bociany dwa!




Czasem słonce, czasem deszcz; trochę błota i piach też! :)

Dokładną trasę znajdziecie tutaj(z małą modyfikacją na koniec - wybraliśmy czerwony szlak, zamiast ścieżki rowerowej z Bartoszewa).

Wieczornie znów...

Czwartek, 19 kwietnia 2012 · Komentarze(3)
Takie tam, na spokojnie, bez zatrzymywania, bez zdjęć – wieczorna pętelka naokoło Głębokiego i trochę jazdy po mieście. Tak na dotlenienie przed snem i zaokrąglenie licznikowego dystansu, bo dwie cyferki głupio wyglądały...;)

Zielony szlak

Wtorek, 17 kwietnia 2012 · Komentarze(2)
Dziś szybko, krótko i treściwie. Siły były, chęci były, tylko czasu niestety mniej – w związku z tym, zdecydowałam się na sentymenty i postanowiłam sprawdzić co takiego wydarzyło się przez ostatnie dwa lata na zielonym szlaku w Lesie Arkońskim. Tak, jak się spodziewałam – nie wydarzyło się nic dobrego. Ruiny Wieży Quistorpa mają się coraz gorzej, a zwalone drzewo nad zwalonym mostkiem – popadło w całkowitą degradację i niestety teren zapadł się totalnie. Ponoć szlak jest już poprowadzony bokiem – przyznam nie zwracałam szczególnej uwagi na znaki; jechałam z pamięci i zależało mi na tym, by zobaczyć, jak wygląda miejsce, które znałam sprzed paru lat… Przykro, że nie dało się go uratować – urok przepadł bezpowrotnie…

Ruiny ruin... Zabytek znika na naszych oczach





Ale jeśli fundamenty nie padną - będziemy mieć piękne stalaktyty!

Osuwisko na dawnym zielonym szlaku

Resztki mostu, resztki drzew...



Wiosna z dziur się wyłania!

Julka z Mattim znowu razem :)



A Ojciec Chrzestny dzielnie się nią opiekuje :)

Na dobry sen...

Niedziela, 15 kwietnia 2012 · Komentarze(1)
Bo godzina 20:30 na rower jest w sam raz... Bo miło tak zrobić po ciemku te 20 km, zmarznąć, dotlenić się i wrócić do domu tylko po to, by wziąć gorącą kąpiel i wskoczyć do łóżka... Julka załapała pierwszą rysę, ale sprawuje się nad wyraz zadowalająco :)

Chrzciny

Sobota, 14 kwietnia 2012 · Komentarze(6)
Założenie tego bloga, wiąże się ze szczególnie istotnym wydarzeniem: chrzcinami roweru Merida Juliet 20-V. Uznałam, że zakup nowego roweru, a przy okazji – kolejnego licznika, to dobry moment na rozpoczęcie prowadzenia dziennika rowerowego.

Chrzciny, wielokrotnie odkładane na inny termin, odbyły się ostatecznie w sobotę 14.04. Ojcem chrzestnym został kolega – Krzysztof, a założeniem pierwszej wycieczki była krótka i niewymagająca wysiłku trasa po Puszczy Wkrzańskiej.
Oczywiście nie obyło się bez przygód, a pierwsza zaskoczyła nas jeszcze przed startem – w zapięciu zabezpieczającym rower Krzyśka, ułamał się kluczyk… Walka ze stalową linką trwała godzinę – sytuację uratowały kombinerki z Ikei. Po uwolnieniu roweru, ruszyliśmy z centrum w stronę Głębokiego :)

Dokonując niezbędnego zaopatrzenia w ulubionym spożywczaku na os. Głębokim, zdecydowaliśmy się na przejazd niebieskim szlakiem, zwanym też ‘Szlakiem Pokoju’ do Wieleckiej Góry i powrót szlakiem zielonym, przez Dolinę Siedmiu Młynów. Trasa ta uległa ostatecznie niewielkiej modyfikacji, a wybrany wariant okazał się łatwy, lekki i przyjemny.

Z Polany Harcerskiej ruszyliśmy szlakiem żółtym z zamiarem odbicia na niebieski, przeoczyliśmy jednak właściwy moment i zagalopowaliśmy się trochę na trasie żółtej. Szybko jednak nadrobiliśmy stratę i już po chwili znaleźliśmy się na wybranej drodze, pokonując ‘rwącą rzekę’ przed liniami wysokiego napięcia. Przy Moście Meyera odbiliśmy w prawo, na szlak czerwony, który umilić postanowiły nam stukające dzięcioły. Umilały nam go tak skutecznie, że po raz kolejny przeoczyliśmy zjazd na prawo i tym sposobem, dojechaliśmy asfaltem do Osowa, bez pamiątkowego zdjęcia pod radiostacją na Wieleckiej Górze. Powrót skróciliśmy więc sobie relaksującym zjazdem ulicą Miodową, dzięki czemu, zyskaliśmy dodatkowy czas na chwilę oddechu nad Goplaną. Ponieważ Krzysiek musiał nabyć nowe zapięcie do swojego roweru – trasę zakończyliśmy pod Galerią Kaskada. A w związku z tym, że były to chrzciny – nowy rower został oficjalnie ‘opity’.

Pierwsza wycieczka ‘Julki’ wzbogaciła licznik o dystans 32,77 km w rekreacyjnym czasie 2:13 godz. Trasa całkiem przyjemna, nie licząc może brukowanego odcinku na szlaku czerwonym. Po drodze minęliśmy osiem kontrowersyjnych w ostatnim czasie szlabanów, ustawionych na wjazdach do lasu przez Zakład Usług Komunalnych - pokonywaliśmy dwa. W trakcie jazdy konieczne okazało się wyregulowanie tego i owego, chrzest jednak uważam za wyjątkowo udany. Zobaczymy, co będzie dalej. Poniżej kilka zdjęć z wycieczki :)


Awaria na starcie - walka z linką zabezpieczającą

Merida lgnie do Meridy, więc przyjaźń między 'Julką', a 'Matim' szybko została nawiązana :)



Trochę fauny...

I flory...

Przeprawa przez strumień

Jeden z napotkanych szlabanów...

Znaleziska na trasie

I toast na zakończenie! :)

Ojciec Chrzestny :)

I autorka :)